African Challenge 2018

WSPIERAMY CIEAKWE PROJEKTY

African Challenge 2018 – Z Afryki do Polski autem elektrycznym.       
Jesteśmy oficjalnym sponsorem pierwszej w historii podróży przez Afrykę samochodem w 100% elektrycznym, bez silnika spalinowego.
Szukając prądu prawie jak wody na pustyń…
Głównym bohaterem ekspedycji jest wnuk Arkadego Fierdlera, wybitnego pisarza i podróżnika – Arkady Paweł Fiedler. Arkady Paweł Fiedler i Albert Wójtowicz wyruszyli w lutym 2018 roku trasą z Kapsztadu do Europy, wzdłuż Afryki Zachodniej, przez Republikę Południowej Afryki, Namibię, Angolę, Demokratyczną Republikę Konga, Kongo, Gabon, Kamerun, Nigerię, Benin, Burkina Faso, Mali, Senegal, Gambię, Mauretanię i Maroko, a następnie przez zachodnią Europę, aż do Polski.

Trzymamy kciuki za to wspaniałe wyzwanie i wspieramy naszych podróżników.

RPA

Pierwszy 1000 km był swego rodzaju oswojeniem się z podróżą. Zupełnie inną podróżą, wymuszającą odmienne myślenie o długodystansowej jeździe samochodem. Bardzo lubię określenie „docieranie się do samochodu” 🙂
Było sporo wyzwań: szukanie miejsc do ładowania, zjadające baterię ogromne podjazdy, dające w kość szutry, tarka i kurz w Namibii oraz temperatura ponad 40 stopni. Cieszę się bardzo, że samochód sobie radzi. Jadąc oszczędnie osiągam nawet ponad 250 km na jednym ładowaniu 🙂 Przemy dalej. Stan baterii (SOH) 100%.

NAMIBIA

Afrykański LEAF przemierzył Namibię 🙂 Ogromne przestrzenie i malownicze krajobrazy towarzyszyły nam przez ostatnie 1800 kilometrów. Fotograficzne safari i spotkanie na drodze ze słoniem w parku Etosha – elektryzujące :). Za nami w sumie 2500 kilometrów i 17 ładowań (RPA i Namibia) samochodu w tym 11 przez noc. Jak do tej pory i po za dwukrotnym wystrzeleniem korków nie było problemu z naładowaniem baterii. W Namibii jest świetnie rozwinięta sieć elektryczna gdzie nie trudno znaleźć gniazdko elektryczne. Zwykle ładujemy w miejscach postoju na noc – kempingach, hostelach, hotelach. Po drodze ładowaliśmy już na stacji benzynowej, kilku serwisach nissana, serwisie mercedesa, przydrożnych restauracjach. Kończy się najłatwiejszy odcinek podróży, przed nami nieznane (w sensie elektrycznym 🙂 ) Pozdrowienia APF

ANGOLA

Przez ostatnie 10 dni podróżowaliśmy przez Angolę. Afykański LEAF to pierwszy elektryk, który dotarł do tego kraju 🙂 Został przyjęty z zaciekawieniem i nieraz z wielkim zdziwieniem oraz zaskoczeniem 🙂 Mimo częstych braków w dostawach prądu i wielu gniazdek elektrycznych z których naładowanie całej baterii od zera zajęłoby ponad 20 godzin, dzięki oszczędnej jeździe i dobremu planowaniu postojów oraz odrobiny szczęścia udało się dotrzeć do granicy z Demokratyczną Republiką Konga :). Angola to kraj do którego napewno chciałbym kiedyś wrócić. Poznani po drodze ludzie byli przyjaźni, ciekawi przyjezdnych ale nie nachalni. Do tego przyroda w Angoli zachwyca.
Pozdrawiam z nad rzeki Kongo, Arkady

KONGO

Podczas krótkiego pobytu w Demokratycznej Republice Konga, na trasie z Bomy do Cabindy droga potraktowała nas brutalnie 🙂 Pierwszy też raz nie udało nam się naładować samochodu podczas postoju na noc. Postój był niezaplanowany w Moanda a instalacja elektryczna tak kiepska, że nawet nie podejmowałem próby, wiedząc, że wystarczy mi baterii aby dojechać do Cabindy. Ostatecznie szczęśliwie dotarliśmy do celu dzisiaj a samochód się ładuje :).

GABON

Afrykański LEAF jest już w Kamerunie 🙂 Wróćmy jednak na chwilę do drogi między Dollise w Kongo-Brazzaville a Ndende w Gabonie. 280 km wymagającego gruntowego traktu bez dostępu do sieci energetycznej. Do tego z odcinkiem jak nam nie raz mówiono niemożliwym do pokonania nisko zawieszonym i obciążonym LEAFem. Udało się, dokonaliśmy niemożliwego, LEAF pokonał całą trasę o własnych siłach.
Drogę pokonaliśmy w 4 dni. Pierwszy odcinek 100 km w czerwonym pyle. Później przyszedł deszcz co znacznie utrudniało przejazd. Podczas ostatniego dnia, po największych nocnych ulewach trafiliśmy na najtrudniejszą przeprawę. 50 km od granicy Kongo do miasta Ndende w Gabonie. Samochód dostał strasznie w kość. Kierowcy ciężarówek z którymi mieliśmy jechać w konwoju szybko zniknęli za horyzontem. Zdziwili się gdy po wielu godzinach dogoniliśmy ich stojących w błocie i wyprzedziliśmy. Sporym problemem była energia. W sumie na całym odcinku udało mi się podładować auto przez zaledwie 5 godzin ciągnąc 4-5 amperów (220v). 3 godziny z agregata zasilającego słup z antenami telefonii komórkowej. Miałem szczęście ponieważ generalnie nie da się do tych agregatów podłączyć, nie mają gniazdek i są szczelnie zamknięte. W jednej z wiosek jednak strażnicy masztu znaleźli sposób na podłączenie swojego baraku do agregata prowadząc jednocześnie serwis ładowania telefonów komórkowych dla ludzi z wioski :)2 godziny udało się też podładować i za srogą opłatą tuż przy granicy z agregata właściciela wioskowego baru. W sumie na trasie próbowałem ładować z 8 agregatów, tylko 2 zadziałały. Ostatecznie do celu dotarliśmy gdy samochód nie wykazywał już żadnego zasięgu, stan baterii nie miał już żadnych kresek i nie pokazywał stanu naładowania, wszystkie wskaźniki zgasły. Wedle appki LEAF Spy zostało 0,8kWh energii w baterii gdy samochód podłączyłem do gniazdka.

KAMERUN I NIGERIA

Po 50 dniach drogi za Afrykańskim LEAFem 8000 km, 55 ładowań i kolejne dwa odwiedzone kraje – Kamerun i Nigeria. Afrykański LEAF jest już w Kamerunie :). Wróćmy jednak na chwilę do drogi między Dollise w Kongo-Brazzaville a Ndende w Gabonie. 280 km wymagającego gruntowego traktu bez dostępu do sieci energetycznej. Do tego z odcinkiem jak nam nie raz mówiono niemożliwym do pokonania nisko zawieszonym i obciążonym LEAFem. Udało się, dokonaliśmy niemożliwego, LEAF pokonał całą trasę o własnych siłach. Drogę pokonaliśmy w 4 dni. Pierwszy odcinek 100 km w czerwonym pyle. Później przyszedł deszcz co znacznie utrudniało przejazd. Podczas ostatniego dnia, po największych nocnych ulewach trafiliśmy na najtrudniejszą przeprawę. 50 km od granicy Kongo do miasta Ndende w Gabonie. Samochód dostał strasznie w kość. Kierowcy ciężarówek z którymi mieliśmy jechać w konwoju szybko zniknęli za horyzontem. Zdziwili się gdy po wielu godzinach dogoniliśmy ich stojących w błocie i wyprzedziliśmy. Sporym problemem była energia. W sumie na całym odcinku udało mi się podładować auto przez zaledwie 5 godzin ciągnąc 4-5 amperów (220v). 3 godziny z agregata zasilającego słup z antenami telefonii komórkowej. Miałem szczęście ponieważ generalnie nie da się do tych agregatów podłączyć, nie mają gniazdek i są szczelnie zamknięte. W jednej z wiosek jednak strażnicy masztu znaleźli sposób na podłączenie swojego baraku do agregata prowadząc jednocześnie serwis ładowania telefonów komórkowych dla ludzi z wioski :)2 godziny udało się też podładować i za srogą opłatą tuż przy granicy z agregata właściciela wioskowego baru. W sumie na trasie próbowałem ładować z 8 agregatów, tylko 2 zadziałały. Ostatecznie do celu dotarliśmy gdy samochód nie wykazywał już żadnego zasięgu, stan baterii nie miał już żadnych kresek i nie pokazywał stanu naładowania, wszystkie wskaźniki zgasły. Wedle appki LEAF Spy zostało 0,8kWh energii w baterii gdy samochód podłączyłem do gniazdka.

BENIN

Afrykański LEAF już na dobre zadomowił się w Beninie :). Wróćmy jednak na chwilę do Nigerii i Lagos, gdzie gościliśmy przez 5 dni na zaproszenie Nissan Afryka. Jeszcze raz dziękujemy wielce za opiekę i wspaniałą gościnę :). W Lagos mieliśmy okazję porozmawiać o motoryzacji przyszłości z nigeryjskim mediami podczas eventu zorganizowanego przez nissana. W mojej opinii w Lagos elektryki mają 100% rację bytu. Trzymam kciuki. Afrykański LEAF przemierzył Benin już w szerz. Pozostało mu jeszcze przejechać wzdłuż ? (co aktualnie czynimy). Jadąc przez Afrykę, nie tylko pokazujemy LEAFa dorosłym. Staramy się zaszczepić iskierkę czystej motoryzacji również młodym ?. Kto wie może kiedyś przerodzi się ona w samochód elektryczny ?. Na razie LEAF wzbudził wspaniałą kreatywność w Grand Popo. Basiu i Magdo oraz EDU Afryka dziękujemy. Benin to dziewiąty kraj odwiedzony przez Afrykańskiego LEAFa w Afryce. Po szalonym przejeździe przez Nigerię w kłębach spalin i wśród zwariowanych kierowców, zwłaszcza ciężarówek Benin to spory relaks i przyjemny kraj do podróżowania. Afrykański LEAF już na dobre zadomowił się w Beninie 🙂 Wróćmy jednak na chwilę do Nigerii i Lagos, gdzie gościliśmy przez 5 dni na zaproszenie Nissan Afryka. Jeszcze raz dziękujemy wielce za opiekę i wspaniałą gościnę :). W Lagos mieliśmy okazję porozmawiać o motoryzacji przyszłości z nigeryjskim mediami podczas eventu zorganizowanego przez nissana. W mojej opinii w Lagos elektryki mają 100% rację bytu. Trzymam kciuki.

BURKINA FASO

Burkina Faso to dziesiąty kraj odwiedzony przez afrykańskiego LEAFa. Pięć dni jazdy prawie 900 km i pięć ładowań. Dwa razy niestety nie udało się napełnić baterii LEAFa do pełna. Raz przez całą noc udało się tylko doładować 20 % baterii. Przystanek ten był bardzo sympatyczny ponieważ zatrzymaliśmy się u rodzinny prowadzącej mały hostel we wsi Boremo. Pochodzą oni z ludu Diula. Wszyscy stawali na głowach aby gniazdko działało. Instalacja elektryczna jednak była zbyt słaba i korki strzelały jeden po drugim.
Przez cały przejazd towarzyszył nam rozległy busz, trochę szutru i czerwonego pyłu. Było też najcieplej jak do tej pory podczas podróży. Temperatura sięgała 42 stopni. Bateria naszczęście trzyma. Było też słoniątko Nanya, znaleziona kilka dni temu w buszu ale to już wiecie.
Burkina Faso to interesujący i bardzo sympatyczny kraj, niestety mający ogromny problem z woreczkami plastikowymi. Są one wszędzie, walając się i wisząc na drzewach wokoło ludzkich osad. Plastik to zmora naszej cywilizacji.
Obecnie jesteśmy w Mali i zmierzamy do Bamako.

 

SENEGAL

Afrykański LEAF, na afrykańskim lądzie 🙂 przemierzył już 12000 km, ładował się 85 razy i zużył około 1100 kWh energii elektrycznej 🙂 Średnie zużycie energii na 100 km aktualnie wynosi 9,2kWh.
Senegal to 12 kraj, który odwiedziliśmy. Początek był trudny. Przywitał on nas dziurami w drodze i laterytową drogą. Dalej było już gładko, choć bardzo gorąco,, temperatura wyniosła nawet 44 stopni Celsjusza. Dotarliśmy do Dakaru tą dłuższą drogą 😉 aby dzisiaj wyruszyć przez Sahel w stronę Mauretanii. Przed LEAFem jedne z trudniejszych odcinków pod względem ładowania i dystansów do pokonania. Sahara.

Mali

Mali to jedenasty kraj odkryty przez Afrykańskiego LEAFa 😉
Słońce mocno grzało, temperatura zawsze utrzymywała się w granicach 40 stopni. Bateria po mimo osiągnięcia 8 kreski na wskaźniku temperatury trzyma. Ludzie po drodze są mili i pozytywnie nastawieni. Samochód wszędzie się podoba a brak wydawanego dźwięku silnika to sensacja, czasem magia można rzec 🙂 3500 km do Europy.

MAURETANIA

Mauretania nie była łatwa do pokonania elektrykiem. Pustynia, ogromne przestrzenie, spore dystanse i brak opcji na ładowanie. Aby przejechać tren kraj, wszystko musiało zagrać jak w zegarku, zgodnie z planem, co do kilometra. Na drodze niestety stanął potężny wiatr. Wieje prosto w dziób.
Na początku był szutr (ostatni na afrykańskiej trasie), potem najgorszy asfalt jakim jechałem i wiatr. Dystans do zaplanowanego gniazdka 270 km (na jednej baterii). Z ledwością, dotarliśmy do przedmieść Nawakszut pokonując 250 km. W baterii pozostaje 1 kWh energii. Na szczęście przy trzeciej próbie udaje się znaleźć gniazdko na stacji benzynowej na godzinne podładowanie. Do celu docieramy o 2 w nocy.
Następnego dnia znowu wieje w dziób. Wiatr wzmógł się, czuję jakbym jechał pod górę. Po przejechaniu 230 km w miejscu gdzie liczyłem na prąd, nie ma go w wystarczającej ilości aby naładować auto (prąd z baterii ładowanymi panelami słonecznymi). Bateria LEAFa jest prawie pusta a do następnego potencjalnego gniazdka w miasteczku górników złota zostało ponad 20 km. Przychodzą na pomoc ludzie. Długie dyskusje, rozmowy, telefony. W końcu prowadzą nas do budynku administracji pobliskiego parku narodowego (otwarty w listopadzie 2017 :)) gdzie dyrektor bez zawahania gości nas i udostępnia gniazdko.
Trzeciego dnia było podobnie, znowu walka z wiatrem 🙂
LEAF jest już po pierwszym ładowaniu na Saharze Zachodniej. Ciągle wieje, dzisiejszy dystans do pokonania to 270 km.

POZNAJ NAS LEPIEJ...